expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 19 sierpnia 2014

Stay with me /1

Hej 😊
Na początku przepraszam was bardzo za to ze mnie tak długo nie było :/ 
Dziś mam dla was 1cz nowego imagina 😀 mam nadzieje ze sie spodoba 😊
Komentujesz = motywujesz 
Zapraszam 😀
-------------------------
Zaczęło sie 2 lata temu . Pogodzilam sie już z tym , jednak wtedy byłam załamana. 
- Ma pani białaczkę -po tych słowach moje życie straciło sens ...Tak myślałam . 
14.05
Ten dzień a przynajmniej poranek  pokazał mi ze warto walczyć. Rano ubrałam sie i jak zwykle poszłam na polowe lekcji ze względu na chorobę . 
- Sylvia !!
Usłyszałam znajomy głos . Była to moja przyjaciółka.
-chodź za mną ! Proszę 
Widziałam ze nie była zbyt zadowolona 
Poszłyśmy do parku za szkole gdzie przeważnie jest mało ludzi . Nicola nie wytrzymała wybuchła płaczem. Przytulilam ja mocno i wyszeptalam 
-co sie stało ? 
- Jestem w ciąży !! Ja nie chce tego dziecka rozumiesz ?! Pomóż mi sie go pozbyć !!
- pomogę ci ...ale nie pozbyć sie  dziecka tylko w wychowaniu ! 
- nie to nie ! Myślałam ze na ciebie moge liczyć !! Narazie ! 
Nicola pobiegła z płaczem w stronę rzeki . Zle zrobiłam ze nie poszlam za nią . Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłam . 
Po rozmowie nie wróciłam już na lekcje . Szybko pobiegłam do domu .  Weszłam do pokoju i chwyciłam swoje pudełko z pamiątkami . Wyciagnalam z niego moje stare ,malutkie ubranka. Bez zastanowienia wsiadłam na motor ojca i pojechałam nad rzekę . Nie było jej już tam .

 Zrezygnowana usiadłam na pomoscie . Siedziałam tam dobre pare godzin ale postanowiłam wracać . Szlam przegiem rzeki . W oddali ujrzałam znajoma już sylwetkę . 
-To on ! Ten z osiedla ! Co mam robić ? Gdzie uciec ? Każdy sie go boi ! 
Chciałam uciec w druga stronę . Jednak Tom bo tak miał na imię dogonił mnie . Złapał mnie za nadgarstki .
- oo Dzień Dobry ! Co to do szkoły sie na pol lekcji chodzi !? Takich chorych jak ty powini w szpitalu albo w klatce trzymać żeby innych nie zarazić !! 
-Ta choroba sie nikt nie zarazi rozumiesz !!! Puść mnie !!
- Do mnie sie tak odzywasz ? 
Chłopak podniósł rękę i bez zastanowienia uderzył mnie w policzek . Przewrócił mnie na ziemie i przytrzymywal za ramiona 
- zostaw ja !!
Usłyszałam męski głos . Tom wyjął z kieszeni broń i przyłożył mi do głowy 
- odejdź bo ja zabije rozumiesz !
Chłopak podszedł bliżej . Tom strzelił z broni . Nie we mnie ...w niego.... 
Dalej niczego nie pamietam . Wiedziałam jedno nie moge pozwolić by Nicola usunęła ciąże . 
Kolejnego dnia obudziłam sie w szpitalu

Przy łóżku siedział jakiś chłopak okazało sie ze pracuje w policji . 
- Witaj . Jestem z policji . Nazywam sie Liam

czwartek, 14 sierpnia 2014

Is it too much to ask for something great rozdział 2.

- Naprawdę? Jesteś Directioner? To świetnie! - powiedział i poprosił, żebym usiadła. Gestem kazał mi się pochylić, żebym słyszała jak mówi szeptem.
- Za 30 minut spotkamy się za tą restauracją, dobrze? Przyprowadzę chłopaków.
- Dobrze... - byłam po prostu wniebowzięta. Nie wiedziałam, co mam robić. Iść gdzieś na to pół godziny? Nie... Zostanę tutaj.
- To ja już pójdę. - powiedział i podał mi rękę. Nie chciał mnie przytulać, żeby nie zwracano na nas uwagi. - widzimy się za pół godziny. - dodał szpecąc prosto do mojego ucha. Ciekawe jak to będzie... Naprawdę będą chłopcy? Nie mogę w to uwierzyć! Może zadzwonić do mojej najlepszej przyjaciółki? Nie... Lepiej nie. Nikt nie może się dowiedzieć. Zachowuj się normalnie, dziewczyno. Normalnie. Cała się trzęsiesz, już parę ludzi na ciebie patrzy.  Wreszcie zdobyłam się na zamówienie czegoś.
-  Dzień dobry, po proszę duży kubek Pepsi i chicken things. - Poprosiłam po angielsku ekspedienta przy kasie
- Już podaję. -  odpowiedział uśmiechając się. Po chwili podał mi kubek. - dwa funty - powiedział, a ja podałam mu pieniądze, które wcześniej zamieniłam w kantorze.
- Dziękuję bardzo.
- Proszę. - odpowiedział i kiedy już kierowałam się do swojego stolika chłopak złapał mnie za ramię.
- Znasz tego faceta, który właśnie wyszedł?
- Yhm... - nie chciałam zdradzać, że to Harry, więc skłamałam - Tak, znam. Przyjaźnię się z nim od kilku lat.
- Aha... Bo wiesz, kogoś mi przypominał.
- Może gdzieś go widziałeś. - powiedziałam z uśmiechem i żeby więcej nie nakłamać wyszłam ze swoim jedzeniem w ręku. Poszłam na miejsce mojego spotkania z chłopcami.Usiadłam na jakiejś skrzynce i czekałam aż przyjdą.
                                                 *                    *                  *
       Nagle obudziłam się na kanapie mojej cioci.
- Ooo kochanie, już wstałaś? Spałaś pół godzinki, zasnęłaś głaszcząc Slappy'ego. akurat przywieźli jedzenie. - powiedziała patrząc się na mnie czułym wzrokiem.
- To super, jestem bardzo głodna! - odpowiedziałam. Kiedy ciocia poszła po jedzenie westchnęłam, myśląc o tym, że tamto to tylko sen. Że tak nie było naprawdę. Czy nie mogłam przynajmniej dośnić spotkania z chłopcami?
- Proszę bardzo,kurczak w cieście z ryżem w sosie słodkim - Ciocia podała mi jedzenie
- Ooo dziękuje. - powiedziałam i zabrałam się do jedzenia.
- To może pooglądamy jakiś film?
- Ooo jasne.
- Mam jeden. Kupiłam specjalnie dla Ciebie, możesz go zatrzymać. - powiedziała wyciągając zza pleców ,,This Is Us''
- O mamusiu! Dziękuje, zawsze chciałam go mieć! - uścisnęłam ją
- Nie ma za co, włącz to obejrzymy.
- Dobrze. - od razu zabrałam się do włączania filmu, obejrzałyśmy cały, ja kilka razy płakałam, aż wreszcie skończył się, i ciocia zaproponowała żebym poszła spać. Stwierdziłam, że rzeczywiście muszę się wyspać.
- Dobranoc Ciociu! - powiedziałam i udałam się do swojego pokoju
- Dobranoc kochanie!
         Weszłam do pokoju z uśmiechem. Wcześniej przyniosłam to swoje rzeczy, więc przydałoby się je wypakować. Zajęłam się tym od razu, żeby później nie zajmować się takimi rzeczami. Chciałam jak najszybciej poczuć się tu jak w domu. Ułożyłam wszystkie rzeczy równo w szafie, na półce położyłam Our Moment i kilka kosmetyków, przebrałam się w luźną bluzkę i krótkie spodenki, po czym położyłam się spać. Śnił mi się jutrzejszy koncert. Chłopcy, biegający po scenie, dołeczki na policzkach Harry'ego, uzależniający śmiech Nialla, żarty Louisa,uśmiech Liama, high notes Zayna.
          Obudziłam się o 10, za oknem widniało słońce
- Dziwne jak na Anglię - pomyślałam i wygrzebałam się z łóżka.
- Cześć, Marcela! - powiedziała Ciocia, gdy wyszłam z pokoju - tak właśnie myślałam, ze zaraz wstaniesz. Przygotowałam Ci jajecznice, grzanki, herbatę i dwa tosty.
- Jejciu, ja przecież tyle nie zjem!
- Zjesz, zjesz. Musisz się nauczyć Angielskiego jedzenia! Z resztą, dzisiaj wielki dzień. Musisz zjeść dużo, żebyś mi tam nie zasłabła.
- Eee tam. - odpowiedziałam i zabrałam się za śniadanie; po wielkich namowach cioci, po mówieniu, że na pewno zasłabnę na koncercie, koniec końców zjadłam tylko jajecznicę i grzanki.
- uparta jesteś. - powiedziała wreszcie
- Wiem- odpowiedziałam jej z uśmiechem.
- To jaki plan dnia?
- Myślę, że cały dzień będę szykować się na koncert.
- A co zamierzasz założyć?
- Hmm... - udałam, że się zastanawiam, ale w rzeczywistości dobrze wiedziałam. - chyba  swoją zwiewną, białą sukienkę i jeansową kurtkę.
- To super, czyli nie zamierzasz zakładać żadnej bluzki Directioner czy coś?
- Raczej nie, wolę założyć to, co planuje.
- No ok. To idź się szykować, a ja pojadę na zakupy, wracam o 14
- Dobrze, ciociu.
- No, to trzymaj się - powiedziała, pocałowała mnie w policzek, pochwyciła klucze od auta i wyszła. Otworzyłam swojego laptopa i napisałam twetta, po czym poszłam do pokoju przygotowywać się do dzisiejszego wieczoru
__________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że ten rozdział Wam się podobał, przepraszam, że długo nie pisałam, ale byłam na wakacjach i nie miałam czasu :( Teraz obiecuję, że będę częściej! Pod tym postem możecie pisać, żebym napisała któryś rozdział ze specjalna dedykacją, i proszę żebyście oceniały ;* ;)
                            

piątek, 23 maja 2014

Is It Too Much To Ask For Something Great - Rozdział 1

    - Marcela! - Krzyknęła mama - Marcelinko no chodź już! - Wołała mnie tak, bo miałam urodziny. Ubrałam się w piękną sukienkę, i poszłam do kuchni. Tam czekała na mnie cała rodzina: Mama, tata, moja osiemnastoletnia siostra Nina i pięcioletnia siostra Natalia.
   - Wszystkiego Najlepszego z okazji 16 urodzin!!! - krzyknęli wszyscy razem. Ja jak zawsze w takich momentach nie wiedziałam, czy mam się śmiać, płakać? skakać z radości? Tak jak zawsze po prostu przytuliłam każdego z nich po czym dali mi prezenty. Najpierw podeszła do mnie Natalia.
- Życze Ci, żebyś wreszcie poznała to swoje One Direction i żeby spełniły się wszystkie Twoje marzenia! - powiedziała sepleniąc i podała mi kartkę. Było na niej narysowane wielkie serce, a w nim napisane koślawymi literami: Wszystkiego Najlepszego!
- Dziękuje, mała. - odpowiedziałam i dałam jej buziaka. Następnie prezent dała mi moja starsza siostra.
- Marcela... Życzę Ci wszystkiego Najlepszego, jak najlepszych wyników na egzaminach gimnazjalnych, szczęścia z chłopakiem, pojechania na koncert chłopaków i w ogóle wszystko. - Powiedziała wręczając mi paczuszkę. Była w niej spódniczka, którą chciałam dostać.
- Dziękuje! - krzyknęłam i rzuciłam jej się na szyje. - Idę przymierzyć.
- Poczekaj chwilkę, kochanie... - mama złapała mnie za ramię. - Mamy dla Ciebie z tatą specjalny prezent.
- Ah... przepraszam. Jaki?
- Więc Marcela, obiecałam Ci, że coś Ci dam na Twoje 16 urodziny. Nie wiem, czy pamiętasz, ale proszę. - dała mi do ręki kopertę. Zaczęły mi się trząść ręce, bo wiedziałam co w niej jest. Odpakowałam ostrożnie, chciałam zapamiętać każdą chwile. Wyciągnęłam z koperty bilet na koncert One Direction w Londynie, oraz bilet na samolot.
- Ja... Ja... Nie... Wy... Jesteście wspaniali! - Łzy zaczęły lać mi się po policzkach, kiedy wyobraziłam sobie jak to będzie...
                                                              *** 2 miesiące później***
- Mamoooo!!! No chodź szybciej! Spóźnię się na samolot! - Krzyczałam z samochodu.
- Już idę! - odezwała się i wsiadła za kierownicę. - Wiesz, co masz robić? - spytała odpalając samochód.
- Tak. Wsiadam do samolotu, wysiadam w Londynie, tam pod głównymi drzwiami będzie czekała na mnie ciocia, która jutro zaprowadzi mnie na koncert.
- Dokładnie. - widziałam, że mama jest trochę smutna z powodu, że wyjeżdżam aż na miesiąc. Ciocia Ola jest moją chrzestną i jak już do niej jadę, to chciała żeby był to dłuższy wyjazd. A w końcu są wakacje. Po półgodzinnej podróży dotarłyśmy na lotnisko.
- Mamo, nie płacz... - mówiłam widząc łzy na jej policzkach, gdy czekałyśmy na samolot. - Ja jadę tam spełnić swoje marzenia. Pamiętasz? Opowiadałam Ci o nich przez 4 lata. o tym, jacy są cudowni, idealni. To będzie najpiękniejszy dzień mojego życia. Naprawdę się nie cieszysz?
- Jasne, że się ciesze kochanie, jasne. - powiedziała przytulając mnie, bo miałam iść już do samolotu. - po prostu boję się o ciebie i będę się martwić cały ten czas. Czuję się tak, jakbyśmy miały nie widzieć się przez bardzo długi czas
- Będę bezpieczna. Nie martw się.- powiedziałam i odeszłam. - papa! - krzyknęłam zza pleców.
     Po trzech godzinach wreszcie dotarłam do Londynu. Przy głównych drzwiach czekała na mnie ciocia, jak to zapowiadała.
- Cześć malutka! - przywitała mnie z tym swoim uśmiechem. Tylko ona potrafiła się uśmiechać w taki sposób. Taki ciepły, że czułam się jakby była moją mamą, nie ciocią.
- Cześć Ciociu! - przywitałam ją i przytuliłam. Bardzo mi jej brakowało przez cały ten czas, gdy się nie widziałyśmy. Ona ma zaledwie 30 lat, więc dogaduję się z nią całkiem dobrze.
       Pojechałyśmy prosto do jej domu. Mieszka ona sama, w samym centrum Londynu na 3 piętrze 10-piętrowego bloku.
- Napijesz się czegoś? - spytała, kiedy weszłyśmy. Moim oczom ukazało się piękne mieszkanie, z kolumnami, wielki salon z 50-calowym telewizorem, a przy nim aneks kuchenny. Z wrażenia aż usiadłam na wielkiej, milutkiej sofie
- Nie, ciociu. Ale z chęcią bym coś zjadła. - powiedziałam, gdy moje wrażenia opadły.
- Ach... Przepraszam, leciałaś przecież tak długo. Już Ci coś daje. A może zamówimy pizze, albo chińskie?
- Chińskie jedzenie... to jest to, czego dzisiaj potrzebuje, poproszę. - Gdy to powiedziałam, zobaczyłam, że zmierza do mnie malutki, rudy kotek.
- Cześć kochanie! - powiedziałam, poznając go. Ciocia wzięła go od nas, gdy nasza kotka urodziła malutkie kocięta. Slappy, bo tak było mu na imię, wskoczył mi od razu na ręce.
- Ale się za Tobą stęskniłam! - powiedziałam głaszcząc go.
- On za Tobą zapewne też. - odpowiedziała mi, moja ciocia, kiedy już zamówiła jedzenie. - to co? Jutro wielki dzień?
- I to jeszcze jak... - powiedziałam cała podekscytowana.
- A może wyszłabyś na miasto, kiedy zjemy? jest dopiero 20, życie Londynu dopiero się zaczyna... - powiedziała patrząc za okno. - może byś tak wyszła? Możesz pójść na zakupy, czy coś...
- Jasne, że tak! Ciociu, jesteś idealna! Zjem na mieście, pa! - powiedziałam i szybko wyszłam. Chciałam pójśc na ulice Londynu, może gdzieś spotkałabym chłopców? Najpierw poszłam do Nando's zjeść te wszystkie pyszne rzeczy, o który opowiada Niall. I tam doznałam szoku. Gdzieś w kącie, z boku siedział Harry, ubrany w jeansy i koszule, grzywka zaczesana do tyłu.Tak! to na pewno on! Zaczęłam cała się trząść, aż w końcu niepewnie podeszłam do niego.
- Czego sobie życzysz? - spytał, gdy mnie zauważył. Miał tak bardzo seksowny głos.
- Chciałabym z Tobą porozmawiać, jestem Directioner.




    

sobota, 17 maja 2014

I Will Always Be With You cz.4

    Usiadłem zrezygnowany na sofie. Nie wiedziałem co myśleć. Ona napisała do mnie list. Ona, moja miłość. Rozpłakałem się na samą myśl o niej.Chyba powinienem rzeczywiście zrobić to, co mówiła. Powinienem spotkać się ze znajomymi, posprzątać w domu. Przebrałem się w stare jeansy i t-shirt i zacząłem sprzątać. Odsłoniłem zasłony w oknach. Wszystko było takie zaniedbane kiedy ona odeszła, ale chcę jej pokazać, że ją kocham. Chcę jej pokazać, że sobie poradzę. Mogę być szczęśliwy bez niej, jeśli to sprawi, że ona będzie szczęśliwa beze mnie.
     Kiedy wreszcie wszystko sprzątnąłem, kiedy włożyłem do szafy jej rzeczy do których przytulałem się w nocy, wreszcie zdobyłem się na zadzwonienie do mojego najlepszego przyjaciela, Louis'a.
- Yhm... Louis? - Spytałem
- Cześć Harry! Jak ja dawno Cię nie słyszałem. Wszystko w porządku?
- Wiesz, że raczej nie...
- Ah... Może... Może byśmy się spotkali, dawno się nie widzieliśmy.
- Jasne, to co? Za 20 minut pod ,,naszym'' drzewem?
- Oczywiście.
- Pa
- Cześć.
      Właśnie tego się obawiałem. Bałem się, że to nie będzie taka rozmowa, jak była kiedyś. Był przy mnie w najgorszych chwilach, a kiedy powiedziałem mu, że nie potrzebuje już pomocy oddaliliśmy się od siebie. Ubrałem kurtkę, wziąłem list i pojechałem pod wielki dąb, stojący blisko domu moich rodziców, 20 kilometrów od mojego. Kiedy byliśmy dziećmi, zawsze spotykaliśmy się tu z Louisem. Czasem poważnie rozmawialiśmy, czasem bawiliśmy się, grając w piłkę. Rozmyślając tak, wreszcie dotarłem na miejsce. Mój przyjaciel już tam czekał.
- Harry! - Krzyknął, widząc mnie - Boże, Harry jak ty wyglądasz?
- Cześć, Louis. Normalnie - powiedziałem
-  Harry... Kocham Cię - zaskoczył mnie tym, że to powiedział akurat teraz.
- Ja Ciebie też, Lou. Odpowiedziałem i przytuliłem go. Usiedliśmy pod drzewem. - Słuchaj, chodzi o Cat...
- Tak, wiem. Myślałem, że podniosłeś...
- Czekaj! - Nie dałem mu dokończyć. - nie chodzi o sam fakt, że ona nie... że ona nie żyje. Chodzi mi o to, że napisała do mnie list.
- Harry... Zwariowałeś do reszty?
- Nie! Nie zwariowałem! Zobacz. - podałem mu list do ręki.
- Rzeczywiście. Ona do Ciebie napisała przed śmiercią... Harry to cudownie!
- Tak... Cudownie...
- Ale... Ja mówie naprawdę. To pomoże Ci się podnieść. Ta kobieta naprawde Cie kochała.
- Wiem, Louis, wiem.... - powiedziałem.
    Po paru godzinach rozmowy z Louisem pożegnaliśmy się. Jechałem sam, przez ciemne ulice i myślałem o Catherine. O każdej chwili spędzonej razem. O tych dobrych i o tych złych. Przypominałem sobie każdy dzień i każdą noc. Przypominałem sobie każdy pocałunek i każdą kłótnie. Każde wspólne wyjście i każdą chwilę tęsknoty, gdy musieliśmy się na chwile rozstać. Wreszcie dotarłem do domu. Była 22, więc położyłem się do łóżka. Przeczytałem list jeszcze kilka razy aż wreszcie zasnąłem...



niedziela, 27 kwietnia 2014

For You

   teraz czekam 5 minut. Jestem, albo nie jestem. Czułam się jak na egzaminie, w końcu podniosłam test. Zobaczyłam na nim dwie kreski. Nie, to nie może tak być. Przecież, przecież... To zniszczy nasze życie! Całkowicie zniszczy. Nie usunę tej ciąży, ale co zrobić? W końcu podjęłam decyzje. Musze rozstać się z Harry'm. Spakowałam swoje walizki, napisałam list, na którym było tylko ,,żegnaj'' i już miałam wychodzić, kiedy zobaczyłam w drzwiach swoją miłość. 
 - Pauline, co Ty robisz?! - spytał widząc mnie zapłakaną, z walizkami. Objął mnie i przycisnął do piersi. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Cztery lata temu o tym marzyłam, o posiadaniu dziecka z Harry'm. Z chłopakiem, który nigdy miał nie być mój.
- My... Musimy się rozstać. - mówiłam. Zamknął moje usta pocałunkiem. Najpiękniejszym pocałunkiem na świecie. W ustach poczułam smak jego i swoich łez. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie, ale nie mogła.
- Nadal chcesz się rozstawać? - mówił, a ja czesałam palcami jego loki. Kciukami wytarł moje łzy.
- Tak, Harry. To wszystko... Cały nasz związek był zakłamany. Ja cie nie kocham. Przepraszam. - kłamałam, ale przecież nie mogłam inaczej
- Jak to mnie nie kochasz?! A te wszystkie chwile spędzone ze mną? Wszystkie dni i wszystkie noce... 
- Wszystko było dla pieniędzy. - Odparłam sucho i wsiadłam do taksówki. Złamałam mu serce, złamałam... Ale inaczej nie mogłam. Akurat zaczął padać deszcz. Brzydka pogoda, piątkowy wieczór. Wreszcie przyjechałam na miejsce. Do piętrowego, białego domu z niebieskim dachem.
- Pauline! co Ty tu robisz? - spytała dziewczyna, całując mnie w policzek. 
- Ja..
- Ojej... Jesteś cała zapłakana, wejdź. 
- Jake'a nie ma? - spytałam, kiedy wreszcie zdjęłam kurtke i buty.
- Nie, jest w pracy. - Odpowiedziała moja przyjaciółka, Alice - A teraz mów, co sie stało.
    Nic nie odpowiadałam. Wyciągnęłam tylko ręce w geście ,,przytul mnie''. Ona zawsze rozumiała. Przytuliła mnie mocno, a ja poczułam prawie to samo uczucie, co kiedy przytulał mnie Harry. Wypłakałam się, po czym powiedziałam:
-  Alice ja... Ja jestem w ciąży z Harrym! Rozumiesz?! To zrujnuje nasze życie! Jego życie.
- Naprawde? Dziecko nigdy nie rujnuje życia, kochanie. Będziesz świetną matką.
- Nie! Zrujnuje nasze życie. Ale... Nawet jeśli, to je kocham. Nie znając go, a może jej... Musiałam go zostawić, on musi zrozumieć. Pozbiera się po tym. Wierze w to. Ale beze mnie. Wyobrażasz sobie te okładki gazet? ,, Harry Styles ma dziecko z osiemnastoletnią polką! ''
- Ale kochanie... - mówiła Alice podając mi kubek gorącej herbaty. - On Cię kocha. Co z tego, ze okłądki gazet?
- Myślisz, że chodzi tylko o niego? Directioners... Złamałabym serca swoim siostrom! Zawsze marzyłam... Zawsze marzyłam o tym, żeby być z Harry'm i mieć super relacje z nimi. A dziecko by wszystko zrujnowało.
- A to, że złamałaś mu serce, da Ci dodatkowe punkty dla Directioners?
- Ale one zapomną. Zapomną jak o Taylor. A dziecko byłoby zawsze. Zmienie nazwisko, zaczne inaczej wyglądać. Nikt się nie połapie, że to ja. - mówiłam. - moge u Ciebie zamieszkać?
- Jasne... Idź się wykąpać i spać. Możesz spać ze mną. Jake wróci dopiero za tydzień.
- Dobrze, dziękuje. - odpowiedziałam, kładąc herbatę na stole. - Dobranoc - powiedziałam i pocałowałam ją w policzek.
      Hm... Pamiętam że jakieś trzy miesiące temu Alice sie pocięła. Pamiętam, jak ją powstrzymywałam. Jak trzymałam ją za nadgarstki i krzyczałam, że jest idiotką i że ją kocham. Gdzieś tu powinny być żyletki... Myślałam przeszukując każdą szafke w łazience. Wreszcie znalazłam. Wzięłam jedną, zaczęłam obracać w palcach i myśleć o tym, co mam dalej robić. Moje ręce były gładziutkie. Nigdy nie miałam tak bardzo poważnej depresji żeby... Ale cóż. Teraz musze.
- Kocham Cię Harry. - szepnęłam
                                                           *           *           *
    Zobaczyłam biały sufit, białe ściany, wszystko, wszystko białe. Tylko przy mnie siedziała jakaś postać. Zobaczyłam, na górze zielony kolor, dalej kolor jakby... Jakby skóra, a następnie czarny. Obraz mi się wyostrzył. Tą postacią był nikt inny jak Harry. Zielone oczy, blada twarz, i koszula, którą mu kupiłam.
- Kochanie! Słońce obudziłaś się! - krzyknął i przytulił mnie najmocniej jak się dało. Kiedy wreszcie mnie puścił zobaczyłam, że jest cały zapłakany, blady. Widać, że nie spał kilka dni.
- Harry! Przepraszam, kotku, przepraszam. - Mówiłam przytulając go do piersi. - przepraszam zrobiłam głupstwo. Wielkie głupstwo. Naprawdę przepraszam. 
- Tak, pauline. Wielkie głupstwo, ale ja się nie gniewam. Wiem dlaczego to zrobiłaś, wiem że zrobiłaś to dla mnie.Kocham Cię i razem wychowamy to dziecko, rozumiesz? - mówił,a  ja czułam na ciele jego łzy.
- Tak Harry... Razem. Na zawsze.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Witam siostryy :3

Hej!
Dostalam propozycje bym razem z Malina pisala bloga  :)
Wydaje mi sie ze nie jestem zbyt dobra w imaginach ale ostatnio napisalam Malina prawie nic do niego nie miała Iii JESTEM XD  :)
Mam nadzieje że będzie nam się z Malina dobrze pracowało a wam spodobaja sie nasze imaginy
Także...  do zobaczenia w kolejnym poscie.  :3

niedziela, 30 marca 2014

Summer Love

    Zapukałem cichutko do drzwi jej pokoju.
    - Wejdź, Lou. - usłyszałem. Podszedłem do niej wolnym krokiem. Pakowała swoje rzeczy. Nie mogłem w to uwierzyć. Tak bardzo starała się nie płakać.
    - Przeżyłem najlepsze chwile, a teraz są te najgorsze, ale musimy się pożegnać. - powiedziałem patrząc jej w oczy.
    - Ja obiecuję.. - zaczęła, ale zamknąłem jej usta pocałunkiem.
    -  Nie obiecuj, że będziesz pisać, nie obiecuj, że będziesz dzwonić. Po prostu obiecaj, że nie zapomnisz o tym, że razem mieliśmy wszystko, kiedy uczucia wyblakną.
    - Ja obiecuje Louis, obiecuje. - powiedziała i tym razem to ona mnie pocałowała.
    - Chyba musimy już iść na lotnisko. - powiedziałem ocierając łzy z jej policzków. To był naprawdę najlepszy czas w moim życiu. Najpiękniejsza miłość.
     Na lotnisku usłyszałem krzyczące Directioners, ale dzisiaj mnie nie obchodziły. Ona pokochała mnie nie za One Direction. Pokochała mnie za to, jaki jestem. I za to chciałem jej dziękować. Jej samolot miał niedługo przylecieć. Patrzyła się w moje oczy, właśnie otworzyła usta, żeby coś powiedzieć.
    - Nie, Karoline. Nie mów słów, które są na Twoich ustach i nie patrz na mnie w ten sposób. - powiedziałem, a później szepnąłem jej do ucha - zawsze będziesz moją letnią miłością.
    - Louis, ja marzę, żebyśmy byli teraz sami, chciałabym znaleźć miejsce, gdzie moglibyśmy się ukryć. Chciałabym wcisnąć przycisk i przewinąć to wszystko. I Ty też obiecaj, że nie zapomnisz. Tak bardzo bym chciała być z Tobą zawsze. - powiedziała łkając
    - Prosze, nie czyń tego jeszcze trudniejszym. Wiesz, że nie możemy tego tak dłużej ciągnąć. I wiem, że nie ma niczego co chciałbym teraz zmienić. - Po tym tylko pocałowała mnie i powiedziała najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałem.
    - Lou... chciałabym żebyś był moją miłością zawsze. Ale masz rację. Nie możemy tego dłużej ciągnąć. Ja jestem Polską nastolatką, a Ty członkiem najbardziej znanego boysbandu świata. Dziękuję, że mogłam przez te dwa miesiące spełnić wszystkie swoje marzenia. Dziękuję. Żegnaj. - po tym jeszcze raz złączyła nasze usta i zniknęła w tłumie.