expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 23 maja 2014

Is It Too Much To Ask For Something Great - Rozdział 1

    - Marcela! - Krzyknęła mama - Marcelinko no chodź już! - Wołała mnie tak, bo miałam urodziny. Ubrałam się w piękną sukienkę, i poszłam do kuchni. Tam czekała na mnie cała rodzina: Mama, tata, moja osiemnastoletnia siostra Nina i pięcioletnia siostra Natalia.
   - Wszystkiego Najlepszego z okazji 16 urodzin!!! - krzyknęli wszyscy razem. Ja jak zawsze w takich momentach nie wiedziałam, czy mam się śmiać, płakać? skakać z radości? Tak jak zawsze po prostu przytuliłam każdego z nich po czym dali mi prezenty. Najpierw podeszła do mnie Natalia.
- Życze Ci, żebyś wreszcie poznała to swoje One Direction i żeby spełniły się wszystkie Twoje marzenia! - powiedziała sepleniąc i podała mi kartkę. Było na niej narysowane wielkie serce, a w nim napisane koślawymi literami: Wszystkiego Najlepszego!
- Dziękuje, mała. - odpowiedziałam i dałam jej buziaka. Następnie prezent dała mi moja starsza siostra.
- Marcela... Życzę Ci wszystkiego Najlepszego, jak najlepszych wyników na egzaminach gimnazjalnych, szczęścia z chłopakiem, pojechania na koncert chłopaków i w ogóle wszystko. - Powiedziała wręczając mi paczuszkę. Była w niej spódniczka, którą chciałam dostać.
- Dziękuje! - krzyknęłam i rzuciłam jej się na szyje. - Idę przymierzyć.
- Poczekaj chwilkę, kochanie... - mama złapała mnie za ramię. - Mamy dla Ciebie z tatą specjalny prezent.
- Ah... przepraszam. Jaki?
- Więc Marcela, obiecałam Ci, że coś Ci dam na Twoje 16 urodziny. Nie wiem, czy pamiętasz, ale proszę. - dała mi do ręki kopertę. Zaczęły mi się trząść ręce, bo wiedziałam co w niej jest. Odpakowałam ostrożnie, chciałam zapamiętać każdą chwile. Wyciągnęłam z koperty bilet na koncert One Direction w Londynie, oraz bilet na samolot.
- Ja... Ja... Nie... Wy... Jesteście wspaniali! - Łzy zaczęły lać mi się po policzkach, kiedy wyobraziłam sobie jak to będzie...
                                                              *** 2 miesiące później***
- Mamoooo!!! No chodź szybciej! Spóźnię się na samolot! - Krzyczałam z samochodu.
- Już idę! - odezwała się i wsiadła za kierownicę. - Wiesz, co masz robić? - spytała odpalając samochód.
- Tak. Wsiadam do samolotu, wysiadam w Londynie, tam pod głównymi drzwiami będzie czekała na mnie ciocia, która jutro zaprowadzi mnie na koncert.
- Dokładnie. - widziałam, że mama jest trochę smutna z powodu, że wyjeżdżam aż na miesiąc. Ciocia Ola jest moją chrzestną i jak już do niej jadę, to chciała żeby był to dłuższy wyjazd. A w końcu są wakacje. Po półgodzinnej podróży dotarłyśmy na lotnisko.
- Mamo, nie płacz... - mówiłam widząc łzy na jej policzkach, gdy czekałyśmy na samolot. - Ja jadę tam spełnić swoje marzenia. Pamiętasz? Opowiadałam Ci o nich przez 4 lata. o tym, jacy są cudowni, idealni. To będzie najpiękniejszy dzień mojego życia. Naprawdę się nie cieszysz?
- Jasne, że się ciesze kochanie, jasne. - powiedziała przytulając mnie, bo miałam iść już do samolotu. - po prostu boję się o ciebie i będę się martwić cały ten czas. Czuję się tak, jakbyśmy miały nie widzieć się przez bardzo długi czas
- Będę bezpieczna. Nie martw się.- powiedziałam i odeszłam. - papa! - krzyknęłam zza pleców.
     Po trzech godzinach wreszcie dotarłam do Londynu. Przy głównych drzwiach czekała na mnie ciocia, jak to zapowiadała.
- Cześć malutka! - przywitała mnie z tym swoim uśmiechem. Tylko ona potrafiła się uśmiechać w taki sposób. Taki ciepły, że czułam się jakby była moją mamą, nie ciocią.
- Cześć Ciociu! - przywitałam ją i przytuliłam. Bardzo mi jej brakowało przez cały ten czas, gdy się nie widziałyśmy. Ona ma zaledwie 30 lat, więc dogaduję się z nią całkiem dobrze.
       Pojechałyśmy prosto do jej domu. Mieszka ona sama, w samym centrum Londynu na 3 piętrze 10-piętrowego bloku.
- Napijesz się czegoś? - spytała, kiedy weszłyśmy. Moim oczom ukazało się piękne mieszkanie, z kolumnami, wielki salon z 50-calowym telewizorem, a przy nim aneks kuchenny. Z wrażenia aż usiadłam na wielkiej, milutkiej sofie
- Nie, ciociu. Ale z chęcią bym coś zjadła. - powiedziałam, gdy moje wrażenia opadły.
- Ach... Przepraszam, leciałaś przecież tak długo. Już Ci coś daje. A może zamówimy pizze, albo chińskie?
- Chińskie jedzenie... to jest to, czego dzisiaj potrzebuje, poproszę. - Gdy to powiedziałam, zobaczyłam, że zmierza do mnie malutki, rudy kotek.
- Cześć kochanie! - powiedziałam, poznając go. Ciocia wzięła go od nas, gdy nasza kotka urodziła malutkie kocięta. Slappy, bo tak było mu na imię, wskoczył mi od razu na ręce.
- Ale się za Tobą stęskniłam! - powiedziałam głaszcząc go.
- On za Tobą zapewne też. - odpowiedziała mi, moja ciocia, kiedy już zamówiła jedzenie. - to co? Jutro wielki dzień?
- I to jeszcze jak... - powiedziałam cała podekscytowana.
- A może wyszłabyś na miasto, kiedy zjemy? jest dopiero 20, życie Londynu dopiero się zaczyna... - powiedziała patrząc za okno. - może byś tak wyszła? Możesz pójść na zakupy, czy coś...
- Jasne, że tak! Ciociu, jesteś idealna! Zjem na mieście, pa! - powiedziałam i szybko wyszłam. Chciałam pójśc na ulice Londynu, może gdzieś spotkałabym chłopców? Najpierw poszłam do Nando's zjeść te wszystkie pyszne rzeczy, o który opowiada Niall. I tam doznałam szoku. Gdzieś w kącie, z boku siedział Harry, ubrany w jeansy i koszule, grzywka zaczesana do tyłu.Tak! to na pewno on! Zaczęłam cała się trząść, aż w końcu niepewnie podeszłam do niego.
- Czego sobie życzysz? - spytał, gdy mnie zauważył. Miał tak bardzo seksowny głos.
- Chciałabym z Tobą porozmawiać, jestem Directioner.




    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz