expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 19 marca 2014

I Will Always Be With You cz.2

  
          Pomyślałem, że należy jej się szacunek i że pójdę na cmentarz. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i wybiegłem na dwór. Okazało się, że mama miała rację. Był piękny, słoneczny dzień. Jak na Londyn naprawdę dziwne. Wsiadłem do samochodu i pojechałem. Po drodze zahaczyłem o kwiaciarnię.
- Dzień dobry, Melanie - przywitałem znajomą kwiaciarkę.
- Dzień dobry, Harry. Pewnie chcesz kwiaty dla Cat?
- Yhm.. tak...
- Przepraszam, nie powinnam pytać
- Nie, to nic takiego. Chyba wreszcie muszę pogodzić się z tym, że Catherine nie żyje. Chciałbym 50 dużych róż, bez przybrania.
- To będzie 60 funtów.
- Już płacę. - zapłaciłem i z bukietem wybiegłem z kwiaciarni. Wsiadłem do samochodu i rozpłakałem się, kiedy zobaczyłem na tylnym siedzeniu jej marynarkę.
                                                             *     *      *
- Cześć kochanie - powiedziała Cat, wsiadając do samochodu. Pocałowaliśmy się.
- To co słonko? Jedziemy do teatru?
- Tak, Harry. - Przez pół godziny, kiedy jechaliśmy ona opowiadała mi o tej sztuce. Tak bardzo lubi opowiadać.
      Okazało się, że sztuka rzeczywiście była właśnie taka, jak myśleliśmy. Romantyczna, śmieszna, smutna i wszystko to jednocześnie. Wracając poszliśmy do restauracji, gdzie zjedliśmy kolacje.
- Wiesz co? - spytała po długiej ciszy
- Słucham kochanie?
- Ostatnio dużo myślę o takiej jednej sprawie...
- Jakiej?
- Ale nie wiem, czy ty też byś chciał i w ogóle...
- Ojj słońce, wyrzuć to z siebie - uśmiechnąłem się zachęcająco.
- No dobrze... - zamknęła oczy - co powiedziałbyś na to, żebyśmy mieli dziecko?
- Co bym powiedział? - odpowiedziałem poważnie. Robiąc się nagle niby zdenerwowany. - powiedziałbym, że to świetnie! Kochanie, to najlepszy pomysł jaki kiedykolwiek miałaś!
- Naprawdę? Myślałam, że nie będziesz chciał...
- To może... postaramy się już teraz?
- Skoro chcesz... - zaśmiała się uroczo. Wróciliśmy do samochodu. Było ciepło, więc Cat rzuciła swoją marynarkę do tyłu. Mieliśmy już odjeżdżać, kiedy ona mnie pocałowała. Trwało to dość długo, może pół minuty... I wtedy zobaczyliśmy światła padające na nas.

                                                             *     *      *
       Każde takie wspomnienie. Każde wspomnienie o niej było czymś, co przywoływało motylki w moim brzuchu. Co z tego, że ona umarła. W moim sercu będzie żyła zawsze.
       Wziąłem tą marynarkę, położyłem obok siebie i ruszyłem w dalszą drogę z trudem ją widząc przez łzy. Ciągle zastanawiałem się, czemu to ona, czemu nie ja?
        Na cmentarzu nikogo nie było. Przynajmniej będę mógł płakać bez wzroku tych wścibskich staruszek... Postawiłem kwiaty w wazonie i usiadłem na ławce. Zobaczyłem, że parę grobów dalej płacze jakaś kobieta. Postanowiłem jej pomóc.
- Dzień dobry, coś się stało? - spytałem, próbując się uśmiechnąć. Usiadłem na ławce obok niej.
- Tak... Zmarł mój mąż, a po nim moje trzyletnie dziecko... zostałam sama. - powiedziała, płacząc. Przytuliłem ją. - ja... ja przepraszam panie..
- Jestem Harry. I nie masz co przepraszać...
-  Diana. Jestem Diana.


                                                            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz